Home Blog Ruchome piaski (2)

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

lut 21
2017

Ruchome piaski (2)

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

cd

- Wiesz, że to jest prawdopodobne? Pamiętasz, kto przynosił do salki najpiękniejsze znaczki, gdy przed świętami wypisywaliśmy kartki z życzeniami do naszych starszych przyjaciół z oazy, którzy już pokończyli studia? Były zawsze takie niezwykłe, bardzo unikalne. A jak chciałaś kupić na list, dostawałaś byle jakie.

-Stasiu! Masz rację! Chwalił się, że ma tam jakąś znajoma, która odkłada mu dla nas te znaczki.

- W takim razie może to ona przechwytywała twoje listy do księdza Antoniego. I nie tylko twoje ginęły. Moje też. Wiem to od księdza Antoniego. Kiedyś zapytałam się go wprost, czy dostał ode mnie list. Nie dostał. Wtedy doszliśmy do wniosku, że ktoś nadal jest wtyczką, tylko nie wiedzieliśmy kto. Wysłałem ten list w czasie, gdy Romek chyba nie odwiedzał Księdza Antoniego. Nie jestem pewien, bo wtedy poczta nie była taka sprawna i szybka jak teraz, dlatego przesyłki szły nieraz cały tydzień i więcej. Zdarzało się też, że listy gdzieś po drodze ginęły.

- Wysłałam kilka listów, na które nie dostałam odpowiedzi, zatem to nie był zwyczajny przypadek, a celowe działanie. Kiedyś natknęłam się w Internecie na listę osób, które miały założone teczki jako informatorzy. Wśród nich znalazłam swoje imię i nazwisko. Dla mnie to był szok, bo przecież nigdy nie współpracowałam z tą parszywą instytucją, na nikogo nie donosiłam, więc skąd się wzięło tam moje nazwisko?

- Może to zbieg okoliczności – zwyczajna zbieżność imienia i nazwiska. Tym się nie przejmuj- pocieszał Baśkę Stanisław.  

- A jeśli Roman lub jego żona podszywali się pode mnie i przechwycone listy przekazywali do tej teczki?

- Tak też może być, ale nawet jeśli tak było, to nie twoja wina, lecz czyjaś podłość. To były wstrętne czasy i dobrze, że się skończyły.

- Jednak niektóre sprawy będą się ciągnąć latami. Wciąż będzie ktoś węszył i szukał sensacji, albo zwyczajnych haków. Ileż jeszcze razy będziemy jeszcze świadkami cierpień niewinnych, zniesławionych ludzi?

- Może trzeba zostawić te sprawy Panu Bogu? Tylko On zna wszystkie tajemnice ludzkich serc i potrafi sprawiedliwie to wszystko osądzić. Musimy zrobić to, co w naszej mocy, by prawda ujrzała światło dzienne, ale nie mamy gwarancji, czy przy tej okazji nie ucierpi niewinna ofiara. Tak jak ksiądz Antoni. Myślałaś, że on cię zlekceważył i zostawił bez pomocy, gdy jej potrzebowałaś, a tymczasem on wcale nie wiedział o twoich problemach, bo nie dostał tych twoich listów. Nie masz pojęcia, jak się on nacierpiał, nim umarł.

- O jego chorobie i śmierci dowiedziałam się całkiem przypadkiem. Nie miałam pojęcia, że chorował.

- Z tą jego chorobą było jakoś dziwnie. Wcześniej nic nie wskazywało na to, że jest chory, tym bardziej, że na raka. Potem wszystko potoczyło się jak po równi pochyłej. Nie było ratunku. Kiedy go ujrzałem w trumnie, nie poznałem go. Władek, który był z nim do końca, i opiekował się nim w szpitalu, wyznał mi, że to była tylko skóra i kości. Bez problemu brał go na ręce jak małe dziecko. Nie zdążyłem się z nim pożegnać, gdy jeszcze żył. Nie sądziłem, że tak szybko odejdzie, dlatego zwlekałem z przyjazdem. Ciągle było coś ważniejsze. W tym czasie chorowała także moja mama. Tylko to mnie usprawiedliwia. Zmarła wkrótce po nim.

- Wiesz, że ją pamiętam? Widziałam ją wprawdzie tylko raz, ale zapadła mi w pamięci.

- Pewnie z powodu wyjątkowej troskliwości.

- O tak, przyjechała wtedy do ciebie tuż przed Bożym Narodzeniem, a ty zaprosiłeś ją do salki. Przyszła z tymi swoimi przepysznymi pierniczkami, które co roku piekła specjalnie dla nas. Wtedy przywiozła je osobiście, ponieważ pisałeś pracę magisterską i nie pojechałeś do domu na początku grudnia.

- Tak, pamiętam. Przywiozła ich całą torbę i jedliśmy je potem także po Nowym Roku.

Barbara spojrzała na zegarek.

- Muszę już wracać, za godzinę mam pociąg. Dzięki tobie ulżyło mi. Ciągle zadawałam sobie pytanie, dlaczego ksiądz Antoni zostawił mnie bez pomocy, choć to do niego niepodobne. Rozmowa z tobą wiele mi wyjaśniła.

- Właściwie nie miałem dziś czasu na to, by wstąpić na grób Antosia, ale coś mnie tu bardzo przyciągało. Jak nigdy dotąd i teraz wiem, że to właśnie tobie byłem potrzebny.

- Myślę, że to sprawka księdza Antoniego. On nie lubił niejasnych i dwuznacznych sytuacji. Chciał pewnie, byś poznała prawdę, Basiu.

- To było mi bardzo potrzebne, by raz na zawsze zamknąć tamtą sprawę.  Może też chciał mnie chronić przed Romanem? Od pewnego czasu dzwoni do mnie, nawet się wpraszał, ale wykręciłam się. Nie wiadomo, jaki ma w tym interes, przecież nigdy dotąd nie byliśmy zaprzyjaźnieni, więc skąd ta nagła chęć odnowienia znajomości? Nie ufam mu i to się już nie zmieni.

- Wspomniałaś, że ma jakieś problemy.

- Tak, miał dwa lub trzy wylewy i jakoś z tego wyszedł, ale jest częściowo sparaliżowany.

- Może gnębi go sumienie i chciałby przed wstawieniem się przed Bogiem wyprostować swoje ścieżki?

-Nie wiem, ale nie da się tak od razu zmienić swojej natury. Nic na to nie poradzę, że nie potrafię mu zaufać. Jeśli będę postępować tak, jakby nic się nie stało, on nigdy nie zrozumie swojego grzechu i nie będzie mieć możliwości odpokutowania za niego. To tak, jakby zagłębiał się w ruchomych piaskach. Im bardziej się będzie szamotał, tym głębiej się będzie zanurzał i  w końcu się w nich utopi. Tyle, że w swoich kłamstwach, a nie piasku. Co pewien czas dzwonią do mnie, bo jak wiesz, ożenił się z Lidką.

- Tą dziewczyną,  z którą chodził? Pięknie śpiewała – przypomniał sobie Stanisław.

- Tak, z Lidką i odnoszę wrażenie, że tylko po to odnowił znajomość, by coś ode mnie wyciągnąć. Jak widać, starych nawyków nie jest łatwo się pozbyć – stwierdziła Barbara.

- To prawda!

- I wiesz, widzę, jak się pogrąża w tych kłamstwach coraz głębiej i głębiej. Pogrąża się w nich jak nieświadomy podróżnik w ruchomych piaskach. Już tonie, a  ciągle szamocze się, jak już  to wcześniej określiłam. Lidka dowiedziała się od kogoś, że mam siostrę za granicą, więc już podczas pierwszej rozmowy telefonicznej poprosiła mnie, by Krysia załatwiła jej pracę sezonową, bo musi sobie dorobić. Ma jakieś długi. Odniosłam wrażenie, że tylko dlatego do mnie zadzwoniła.

- Powiedziałaś o tym siostrze?

- Tak, ale od razu ostrzegłam ją, że nie mam do niej zaufania.

- I co na to Krysia?

- Załatwiła jej opiekę nad starszą osobą.

- Nie mała z jej powodu jakichś problemów?

-Rzeczywiście Lidka narobiła jej wstydu. Nie dość, że nie znała języka, to na dodatek popijała sobie. A przecież chwaliła się, że zna język, gdyż jako Ślązaczka mówi w domu też po niemiecku! W końcu na „do widzenia” tak strasznie lamentowała, że jest biedna, że  rodzina chorego pozwoliła jej zabrać bardzo dużo różnych rzeczy, przeważnie ciuchów i to w bardzo dobrym stanie. Coś chyba z osiem worków! Wyobrażasz to sobie? Chciała ściągnąć do tych ludzi męża i dwóch synów. Niby po to, by mogli zwiedzić okolicę. Skoro tacy biedni, to stać ich na tak daleką podróż? Na szczęście to się im nie udało. I od Krysi wyżebrała sporo, nawet zegarek, a przecież ona żyje bardzo skromnie, bo nie ma pewnego źródła utrzymania. A przecież i Roman, i Lidka mają wysokie emerytury. Wyższe niż my, szaraki! A jaki mają willę i wyposażenie i to za pół darmo dzięki temu, że on był zawodowym oficerem! Zdumiałam się, że Lidka prosi o te pracę. Widziałam przecież, jak żyją. Oni się przecież wszędzie chwalili swoim dostatkiem.

- Grają tę swoją żałosną komedię, tylko pewnie nie wiedzą, że już wszyscy znamy ich prawdziwe oblicze.

- Może masz rację?

- Nie zazdroszczę jednak im ani emerytury, ani willi, ani tych dóbr, jakie sobie nagromadzili. Niech sobie mają. To, jak widzę, nie daje im szczęścia.

-Ani ja! I tak kiedyś to wszystko zostawimy.

- Tylko wstyd, że przed tymi Niemcami zrobili z siebie żebraków, psując w ten sposób opinię wszystkim Polakom.

- To prawda, ale kto mądry ten wie, że nie wszyscy pracownicy z Polski  są tacy jak Lidka i jej mąż.

Stanisław uśmiechnął się.

- Muszę się pożegnać. Na placyku przed cmentarzem czekają na mnie dzieci. Umówiłem się z nimi i zupełnie o tym zapomniałem. Teraz już wiem, dlaczego.

Stanisław ruszył w kierunku głównego wyjścia, Barbara postanowiła, że uda się na skróty – wyjdzie przez boczną bramkę, prowadzącą na przystanek autobusu miejskiego, by w porę dojechać na dworzec kolejowy.

Wiatr znów poruszał różami i znowu w szklanym zniczu zatrzepotał płomyk jak uwięziony złoty motyl. Tym razem Basi wydawało się, że przy pomniku zobaczyła postać księdza Antoniego. Uśmiechał się do niej radośnie, gdy odchodziła z pośpiechem, by zdążyć na pociąg. Wracała z lekkim sercem ciesząc się, że Staś wyjaśnił jej tajemnicę milczenia ich duszpasterza akademickiego.

 ( koniec)