Home Blog Ruchome piaski (1)

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

lut 18
2017

Ruchome piaski (1)

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

  Jeszcze raz powrót do przeszłości. Tak mało o niej wie młode pokolenie, a i to moje nie zawsze zdaje sobie sprawę co się naprawdę działo w " tle".

Barbara wysiadła z autobusu i ruszyła w kierunku cmentarza komunalnego. Choć nie była dotąd w tej części, jednak grób księdza Antoniego znalazła bez trudu. Położyła na czarnej płycie wiązankę róż i zapaliła znicz. Odmówiła modlitwę i usiadła na ławeczce, znajdującej się obok grobu. Chociaż od śmierci duszpasterza akademickiego minęło niemal dwadzieścia lat, nie mogła się dotąd zdecydować, by pomodlić się nad jego doczesnymi szczątkami. Na pogrzebie także nie była, gdyż wówczas chorowała. Pojawiła się natomiast w salce na rocznicy jego śmierci. Nowa siedziba duszpasterstwa akademickiego była imponująca, ale brakowało jej przytulności starej. I ludzie byli inni niż dawniej, choć kilkunastu  znała i rozpoznała ich mimo upływu czasu, który odbił swoje piętno na ich twarzach. Nie pojechała wówczas na cmentarz, ponieważ nie zdążyłaby na ostatni pociąg, by wrócić do domu. Czteroletni synek nie przyzwyczajony do rozłąki z nią  bardzo przeżywał tę kilkunastogodzinną rozłąkę i nie mógłby zasnąć, a zabranie go z sobą było niepotrzebnym  narażaniem go na liczne niewygody. Z tamtego spotkania zapamiętała dziwne zachowanie się Romana, który zjawił się ku zdumieniu najstarszych bywalców salki. Może liczył na to, że nie przyjadą z powodu obowiązków rodzinnych, a młodzi  pewnie nie znają  jego niechlubnej przeszłości?

Wiatr poruszał bukietem czerwonych róż, jakby ktoś niewidzialny próbował je ułożyć w wazonie po swojemu. Barbarze odniosła wrażenie, że to on, ich duszpasterz akademicki stanął przed nią jak dawniej w klasztornej furcie, by ją powitać i zaprosić do salki na herbatę.

- Dlaczego nie odpowiadałeś,  ojcze, na moje listy? Tak bardzo potrzebowałam twoich porad! Najpierw odejście Piotra bez słowa wyjaśnienia. Nie rozumiem, dlaczego to zrobił. Przecież nie posprzeczaliśmy się, nie zdradziłam go i nigdy nie dałam powodu, by był zazdrosny. Nigdy potem nie spotkaliśmy się, przepadł jak kamień w wodę. Musiałeś coś wiedzieć, znać przyczynę, bo był przez dłuższy czas twoją prawą ręką! Może nie mogłeś zdradzić powodu, bo byłoby to złamaniem tajemnicy spowiedzi?

Podmuch wiatru znów poruszył bukietem, skupiając kwiaty w jednym miejscu. W przezroczystym zniczu zatrzepotał płomyk jak złoty motyl zamknięty w szklanym więzieniu. Barbara poprawiła róże i znów zatopiła się we wspomnieniach. Wydawało się jej, że ksiądz Antoni stoi przed nią, wsłuchany w jej słowa – jak przed laty.

-A potem doszły problemy w pracy. Nie zaakceptowano mnie, bo byłam ulepiona z innej gliny. Nie jeździłam na te ich spotkania integracyjne z rzeką alkoholu, z pokątnymi krótkotrwałymi romansami, nie zapisałam się do partii i nie chciałam wplątywać  się w ich układy i układziki. Czy to było złe? Przecież postępowałam według twoich rad. Pamiętasz tamtą dyskusję? Powiedziałeś wtedy, że nasze życie powinno być przejrzyste, wolne od dwuznaczności, bez krętactw i machlojek. Co zrobiłam nie tak, że milczałeś? Tak bardzo czekałam na reakcje z twojej strony, nie masz pojęcia, jak zależało mi na tym, byś mi na te listy odpowiedział!

Róże w wazonie obok tablicy nagrobnej znów poruszyły się. Wiatr, czy jednak dotyk niewidocznej dłoni? Przepływający obłoczek na moment przysłonił słońce. Nagrobki musnął cień, jakby ktoś przeszedł pomiędzy nimi.

    Barbarę wyrwał ze wspomnień szmer kroków.  Spojrzała w tamtym kierunku i spostrzegła niewysokiego mężczyznę kroczącego w jej stronę po wysypanej żwirem alejce. W jego sylwetce było coś znajomego. Mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce zbliżył się do grobu i po krótkiej modlitwie usiadł obok niej na ławeczce. Spojrzał na Barbarę i uśmiechnął się.

- My się chyba znamy! Jeśli się nie mylę, jesteś Basia.

Zaskoczona kobieta  przyjrzała się  uważniej mężczyźnie w czarnej kurtce.

- Stanisław? – zapytała niepewnie.

- Tak, Staszek, Staszek! – zaśmiał się.

- Nie widzieliśmy się chyba z 30 lat, jeśli nie więcej, więc nie dziw się, że cię nie poznałam od razu! Zaokrągliłeś się, nieco posiwiałeś!

- Ale ty wyglądasz prawie tak, jak  dawniej, niewiele się zmieniłaś, dlatego od razu cię poznałem.

- Poczucie humoru i umiejętność czarowania masz jak dawniej – zaśmiała się Basia.

- Co u ciebie? Widzę, że masz obrączkę, więc założyłaś rodzinę.

- Tak, mam męża i dorosłe dzieci. Córkę i dwóch synów. A ty?

- Mam syna i córkę, ale moja żona zmarła dwa lata temu. Znałaś ją, to Marysia.  Rak mi ją zabrał.

- Przykro mi! Rzeczywiście ją znałam. Studiowała matematykę, prawda? Już wtedy kręciłeś się koło niej i wszyscy byli przekonani,  że się pobierzecie. Byliście bardzo dobraną parą.

- O tak, dlatego tak bardzo mi jej brakuje. Przychodzę tu bardzo często, a przy okazji odwiedzam grób księdza Antoniego. Gdyby nie on i nie duszpasterstwo akademickie, nie poznalibyśmy się.

- To prawda!

- Ty chyba nie poznałaś męża u nas w ośrodku, ani na oazach, gdyż bym coś o tym wiedział.

- O tak, poznałam go znacznie później.

- Byłem pewien, że pobierzecie się z Piotrem. Wszystko na to wskazywało, a jednak wybrałaś kogoś spoza naszej gromadki.

- Piotr bardzo mnie zawiódł. To rozczarowanie było dla mnie bardzo bolesne.

- Tak myślałem. Widać było po tobie, że cierpisz.

- Było, minęło! Może to i lepiej, że tak się stało?

- Nie żałujesz, że się rozstaliście?

- Nie. Widzę z perspektywy czasu, że tak miało być. Co u niego?

- Rozczarowaliśmy się nim wszyscy, nie tylko ty. Z perspektywy czasu widzę, że zerwanie z nim było dla ciebie błogosławieństwem. Nie wiem, jak ułożyło mu  się w życiu, bo  kontakt z nim urwał się niedługo po tym, jak wyjechałaś. Ktoś wspominał na ostatnim spotkaniu dwa lata temu, że z niego życiowy wrak. Pije, żona go zostawiła, poniewiera się po przytułkach. Nie masz czego żałować.

- Żal mi go, to nie był zły człowiek, tylko źle poustawiał sobie wartości.

- Chyba masz rację.

- Nie czuję do niego urazy. Starałam się wymazać z pamięci to, co było złe i zostawić jedynie dobre wspomnienia. Nie było to łatwe, z początku wiele mnie to kosztowało, ale z Bożą pomocą jakoś się udało.

- Dlaczego więc nie uczestniczyłaś w naszych zjazdach? Byli niemal wszyscy, oprócz ciebie i Piotra.

- Nawet Roman z żoną?

- Nie, ich nikt z nas nie zapraszał.

- I słusznie! Po tym, co zrobili chyba się nie spodziewali, że postąpimy inaczej, prawda? Wiedziałam o spotkaniach, ale nie mogłam w nich uczestniczyć z wielu powodów. Najbardziej zraniło mnie milczenie księdza Antoniego. Przez kilka lat po skończeniu studiów i rozstaniu z naszym duszpasterstwem pisałam do niego listy, bo bardzo potrzebowałam jego wsparcia, jednak nie dostałam nigdy na nie odpowiedzi. Bardzo cierpiałam, gdyż przeżywałam jedno wielkie pasmo ciągłych życiowych udręk i nieszczęść. Nie rozumiem, dlaczego milczał, bo taka znieczulica na ludzkie cierpienie nie pasowała do niego. Dziś przyszłam tu, by mi to wyjaśnił.

- Może był już wtedy chory i przebywał w szpitalu?

- To było zanim zachorował. Jeszcze działał w duszpasterstwie.

- Może te listy do niego nie docierały? Jego prawą ręką przez cztery lata był przecież Roman, a wiesz przecież czym się zajmował. 

- Nie, to nie mógł być on. Roman został zdemaskowany jeszcze zanim skończyłam studia i wyjechałam.

- Wiem, że Romek miał dostęp do jego celi i nieraz tam wchodził, gdy ksiądz Antoni był w salce z nami lub w kościele odprawiał mszę. Już wtedy prawdopodobnie wykradał listy od dawnych oazowiczach, a przynajmniej je czytał. Czy przychodził także po zdemaskowaniu, nie wiem. Wątpię, bo przecież nie śmiałby wchodzić do klasztoru tak sobie, jakby nic się nie stało.

- A może jednak inni zakonnicy nie wiedzieli o jego zdradzie? Nie zmieniliśmy umówionego sposobu dzwonienia, więc jeśli wiedział, że ksiądz Antoni jest poza swoją celą, może wchodził tam dalej. Znał przecież także to drugie wejście przez kuchnie. Tylko on i jeszcze dwóch innych studentów. Pamiętasz, jak kiedyś ewakuowaliśmy się nim, gdy przy wejściu do klasztoru i salki zauważyliśmy dwóch ubeków?

- Tak, pamiętam, ale to była tak kręta droga, że bez przewodnika zgubiłabym się w tych piwnicznych korytarzykach.

- On jednak doskonale znał tę drogę.

- Niedawno do mnie zadzwonił. Byłam tym zaskoczona. Rozmawiał ze mną jak niby nic się nie wydarzyło, Dokładnie tak, jak kiedyś, przed jego wpadką.

- Skąd miał twój numer telefonu? Przecież chyba zmieniłaś nazwisko.

- Może z książki telefonicznej. Nadal mieszkam w tym samym miasteczku. Z moim imieniem jest bardzo niewiele osób, a ponadto wszyscy mnie znają. Może wybrał pierwszy numer z tym imieniem i wypytał w rozmowie telefonicznej o mnie, a dokładnie o moje aktualne nazwisko?

- To wszystko możliwe. I ja byłam zdziwiona, ze ma mój numer telefonu. W każdym razie próbował nawiązać na nowo kontakt i to mnie zdumiało. Po tym, co nam zrobił? Trzeba mieć niesamowity tupet albo totalna wybiórczą sklerozę, by sobie na to pozwolić.

- Dobrze to ujęłaś. Może rzeczywiście ma wybiórczą pamięć i sądzi, że wszyscy taką mają.

- Wspominał mi, że wkrótce po tym, jak rozjechaliśmy się po zakończeniu studiów do domów, on ponownie spotykał się z księdzem Antonim i on mu wszystko wybaczył. Pytał go wówczas, czy dokonał dobrego wyboru, bo jak wiesz, został zawodowym oficerem.

- Co mu Antoś poradził?

- Pochwalił go, bo w wojsku także powinni być ludzie dający świadectwo wiary.

- Tak powiedział? Cos mi tu nie gra. Przecież Roman nie wykazał się dobrym świadectwem wiary. Chodził do kościoła by nas szpiegować i donosić na nas. To była jego praca, nie chodził z potrzeby serca, lecz po to, by mieć za to kasę i różne przywileje.  On wypełniał swoje parszywe obowiązki. Nawet wtedy, gdy służył przy ołtarzu! Był zakłamany do szpiku kości! Był judaszem i tyle, a nie wyznawcą wiary! Dlatego to było tak podłe.

- I mnie to zastanowiło. Pewnie stworzył sobie tę historyjkę o pogodzeniu się z księdzem Antonim, by znów się uwiarygodnić w naszych oczach.

A jeśli to była prawda? Przecież ksiądz Antoni na nikogo się nie gniewał, wszystkim by przebaczył nawet najgorsze świństwo. To był prawdziwy kapłan, który wiernie naśladował swojego Mistrza. Czy Jezus postąpiłby inaczej?

- To prawda!  Nadal jest dla mnie tajemnicą, dlaczego od księdza Antoniego nie dosłałam odpowiedzi na moje listy. To do niego niepodobne.

- Jeśli nadal Roman miał dostęp do jego celi, mógł wykradać te listy.

- Może masz rację, tylko po co?

- Może chciał o tobie znać jak najwięcej szczegółów. Myślę, że ksiądz Antonii twoich listów w ogóle nie widział.  Jest jeszcze inna opcja. Może Roman dogadał się z listonoszem albo z kimś na poczcie, by wszystkie listy przychodzące do księdza Antoniego albo tylko od niektórych nadawców trafiały do jego rąk? Takie rzeczy się działy w tamtych parszywych czasach.

(cdn)