Home Blog Mniej niż pestka

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

paź 21
2017

Mniej niż pestka

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

     Ostatnio jestem bardzo częstym gościem w szpitalach. Spotykam więc wielu chorych i ich rodziny. Nieważne jest w tym momencie, czy jestem chorym, czy osobą mu bliską, bo cierpienie dotyka obie strony. Każdy jednak inaczej reaguje na swój  „krzyż”, ten jakże  trudny do przyjęcia dar cierpienia. Ktoś  buntuje się  i obwinia za nie Boga, odczuwa nawet gniew na Niego,  ktoś inny czuje do Boga żal, bo wydaje się mu, że jest osamotniony, zapomniany, ukarany  lub  zlekceważony przez Niego.

     Zdarza się, że cierpienie jest dla kogoś dowodem na to, że Bóg  nie istnieje, bo gdyby był,  i byłby kochającym Ojcem, nie dopuściłby do tego. I ta postawa powinna zmobilizować nas do  wyjścia poza własny krąg  bolesnych przeżyć, by zacząć modlić się także i za tę osobę. Może dlatego Bóg pozwolił nam ją poznać  i nasze cierpienie było jedyną drogą, by ona pojawiła się na naszej drodze życia i w  naszym polu widzenia? Bóg rozpaczliwie czepia się każdego sposobu i za wszelką cenę, by  uratować swoje umiłowane dziecię od wiecznego potępienia, dla Niego bowiem każdy z nas  jest „najważniejszy”. To jest może dla nas niepojęte, bo nie potrafimy patrzeć na swoje dzieci tak jak On.

      Przed kilku laty czuwałam w szpitalu przy swojej ciężko chorej Mamusi. W sali były oprócz niej jeszcze dwie cierpiące kobiety. Różniły się między sobą wiekiem i  urodą tak bardzo, że nie sposób było dostrzec w nich podobieństwo.  W pewnym momencie dostrzegłam że zdumieniem, że te trzy osoby są jednak do siebie zdumiewająco podobne i wszystkie przypominają mi Kogoś – umierającego na krzyżu  Jezusa! Nigdy nie zapomnę tamtej chwili, bo ona uzmysłowiła mi  prawdę, że  w pokornie przyjmowanym cierpieniu jesteśmy podobni do Jezusa! A może jednak jest inaczej? Może to On poprzez przyjęcie cierpienia upodobnił się do nas?

      Dla Pana Boga „wyrwanie” kogoś z pęt choroby, nawet tej najcięższej to mniej niż  " pestka", jeśli taka jest Jego wola. Bo czymże jest uzdrowienie jednej istoty ludzkiej w porównaniu np. ze stworzeniem tak cudnego świata i tak ogromnego, zdumiewającego w swej urodzie Wszechświata? A jednak, jeśli ta choroba ma na celu czyjeś nawrócenie i uratowanie tego kogoś od potępienia wiecznego, staje się ona dla niego kołem ratunkowym.

      Nieraz tym ocalonym od piekła jest sam chory, często – jakiś członek jego rodziny. Pewne osoby wyznały mi, że nigdy dotąd nie modliły się tak często i tak gorąco jak teraz, gdy w niebezpieczeństwie śmierci znalazł się ich brat. Jedna z tych osób, osoba dotąd mało gorliwa religijnie przyznała, że  dokonała odkrycia -  przekonała się bowiem ostatnio, że gdy się pomodli w jakiejś sprawie, nawet bardzo trudnej do załatwienia, Bóg wysłuchuje jej modlitwy i sprawy „same” się rozwiązują, więc ma nadzieję, że i tym razem Bóg będzie interweniował, bo przecież dla Niego nawet najtrudniejsze przypadki to „mniej niż pestka”.

       Może więc z danej choroby narodzi się jakieś dobro, np. umocni się czyjaś wiara, odbuduje zaufanie do Boga i na nowo nawiąże kontakt modlitewny? Może potrzebna była ta „terapia wstrząsowa”, by powrócić do Niego?