Home Blog Fatimska Pani

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

sty 27
2017

Fatimska Pani

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

Marlena zdjęła obuwie, czarną kurtkę i kapelusz z woalką. Powoli docierało do niej, że została na świecie zupełnie sama. Te ostatnie koszmarne dni przeżyła tak, jakby życie toczyło się obok niej, a ona była jedynie widzem. Dopiero teraz, gdy usiadła w fotelu, uderzyła ją potworna cisza. Zawsze o tej porze mąż włączał telewizor, by przełączając kolejne kanały, trafić na coś, co go interesowało. Nieraz robiła mu wymówki, że nie interesuje się tym, co robiła podczas jego nieobecności, ale on wymawiał się tym, że chciałby choć na chwilę oderwać się od domowej codzienności. Było jej przykro, ale co miała robić? Nie zmieni przecież nawyków dorosłego mężczyzny, pielęgnowanych przez ćwierć wieku. Wieczorem z uczelni wracała córka. Zasiadali wspólnie do kolacji, a ona opowiadała w trakcie posiłku o różnych wydarzeniach z całego dnia.

Teraz wszystko się zmieniło. Nie będzie już mężowskich powrotów z pracy i wspólnego obiadu, który przygotowywała bardzo starannie, by sprawić mu przyjemność. Lubił te jej wszystkie wyszukane, ale bardzo smaczne potrawy, więc starała się ciągle go czymś zaskoczyć. Po przejściu na wczesną emeryturę poświęciła się całkowicie rodzinie. Uwielbiała to i zawsze podczas pracy zawodowej denerwowało ją, że nie ma czasu na przygotowanie się do świąt, więc było kupowanie gotowych ciast i potraw, wynajmowanie kobiet do sprzątania, zanoszenie bielizny do pralni. Od dwóch lat mogła wreszcie zająć się tym wszystkim osobiście, choć stać ich było na gosposię. Mąż wprawdzie zawsze zarabiał sporo i mogła wcześniej zająć się domem, lecz ona nie chciała rezygnować z kariery zawodowej. Dopiero reorganizacja na uczelni i redukcja etatów z powodu zmniejszenia się liczy studentów zmusiła ją do przejścia na emeryturę. Teraz, po dwóch latach wyłączenia się z czynnego życia zawodowego, nie wyobrażała sobie, że mogłaby wrócić do dawnego trybu życia. Wreszcie czuła się wolna.

-Jaka byłam głupia, że wcześniej nie zrezygnowałam z pracy. Nie widziałam, jak rozwija się nasze dziecko, jak dorasta i staje się piękną, mądrą kobietą. Po co mi te tytuły naukowe i setki publikacji, skoro życie przeciekło mi między palcami? Ile jeszcze pożyję i ucieszę się tobą i Dagmarą?- wyznała niedawno mężowi.

-Myślę, że to miało jakiś sens, Marlenko. Cieszę się, gdy widzę w bibliotece, że studenci sięgają po twoje artykuły i czytają je. Nie zmarnowałaś życia i talentu. To wszystko po tobie pozostanie, a przed nimi jeszcze wiele lat i nacieszysz się do woli naszą córką i jej dziećmi, jeśli założy rodzinę – pocieszał ją Tadeusz.

-Tak myślisz? Może masz rację?

Czy mogła wtedy sądzić, że dni ich wspólnego życia są policzone i tak nagle straci męża i córkę nie doczekawszy się zięcia i wnuków?

Gdyby nie ten straszliwy wypadek, nadal byliby z nią, a tak musi się przyzwyczaić do samotności. Nie była na nią przygotowana, nigdy dotąd nie myślała o tym, że może stracić tych, których kocha.

-Dlaczego to mnie spotkało? Za co ta kara? Czy zrobiłam jakieś świństwo, że mnie za nie ukarałeś, Boże?

Po raz pierwszy od bardzo wielu lat przypomniała sobie o Jego istnieniu. Dotąd nie był jej potrzebny. Dobrze im się wiodło, nie chorowali, nie mieli żadnych poważnych problemów. Wręcz odwrotnie – czuli się wybrańcami losu patrząc na swych znajomych, których bardzo często dosięgały różne nieszczęścia i troski. Im było to oszczędzone. Pamięta równie szczęśliwe dzieciństwo. Rodzice nie widzieli potrzeby naprzykrzania się Bogu – chodzili do kościoła jedynie w czasie świąt i to dopiero od czasu przemian ustrojowych w Polsce, bo wypadało pokazać się innym jako ludzie wierzący. Wcześniej rodzice – działacze partyjni odcinali się od wszelkich praktyk religijnych. Została ochrzczona przez babcię w wielkiej tajemnicy i to w małej wiejskiej parafii. Matka nie miała czasu zajmować się małym dzieckiem, więc rolę opiekunki powierzyła teściowej. Gdy ojciec dowiedział się, że córka została ochrzczona, wpadł w gniew i natychmiast zmienił jej imię ze Stanisławy na Marlenę na cześć swoich partyjnych idoli – Marksa i Lenina.

-Co to, matko, chcesz mi zniszczyć karierę, że nad córką każesz odprawiać te katolickie gusła? I do tego to wstrętne, nawiedzone imię! Stanisława! Też wymyśliłaś!

Staruszka nie broniła się, otarła jedynie łzy, które napłynęły jej do oczu.

-Nie tak cię wychowałam, synku! Nie na walkę z Bogiem, a na służbę Jemu! Z Nim nie wygrasz!

Marlenę wychowano więc w duchu ateistycznym, dlatego kiedy zauważyła, że jej córka nosi na szyi krzyżyk, zdenerwowała się.

-Po co ci to? To garb, który przeszkodzi ci w karierze.

-Tak myślisz, mamo? Ja w tym wszystkim widzę sens! Czy ten wasz Lenin, Marks i Engels może się równać z Jezusem?

Marlena wtedy tego jeszcze nie rozumiała.

-Po co wracać do średniowiecznych zabobonów?- spytała córkę.

-To nie powrót do średniowiecznych zabobonów, jak ci się wydaje, a do źródła sensu życia. Czy ci wasi idole byliby w stanie oddać za kogoś życie i sprawić, by mógł być szczęśliwy choć przez rok? A Jezus uczynił to i podarował nam szczęście na całą wieczność, mamo!

-Nie ma sensu ta rozmowa. Jesteś uparta jak twoja babka Anna! Ona też próbowała wcisnąć mi ten kit o wiecznym szczęściu i tym, że życie nadal trwa po śmierci. A tak naprawdę życie to chwila, potem nie ma nic! Rozumiesz? Nie ma nic! Tylko zgnilizna i robaki w spróchniałej trumnie!

Teraz, gdy siedzi tak bardzo samotna na fotelu w tej straszliwej ciszy, w której słyszy pulsującą w swoich żyłach krew, oddałaby wszystko za to, by córka miała rację.

-To nie może być prawda, że tak nagle wszystko się kończy i zostaje pustka po tych, co odchodzą! To nie może być prawda, że oni w tych trumnach zgniją i nic po nich nie zostanie! Nie! Nie! Ja tak nie chcę, nie zgadzam się na to!

Zrzucony na podłogę kryształowy wazon z różami rozpadł się w drobny mak. Czerwone płatki kwiatów leżały w kałuży wody jak plamy krwi na trawie przy ich rozbitym samochodzie.

Jeszcze kilka dni temu świętowali jej urodziny. Mąż podarował Marlenie bukiet czerwonych róż, a córka jakąś broszurkę z fotografią figury Maryi na okładce, której dotąd nie miała okazji przeczytać. Wówczas spojrzała na nią z niechęcią, gdyż nie interesowała się sprawami związanymi z religią.

- Co też ci przyszło do głowy, Dagmaro? Przecież wiesz, że nie lubię tego typu publikacji – skarciła córkę, zamiast jej podziękować za upominek.

- Może jednak przełamiesz się i przeczytasz? Naprawdę warto, mamusiu. Nie musisz w to wierzyć, ale przynajmniej zapoznaj się z tym objawieniem.

Marlena sięgnęła po broszurkę. Przypomniała sobie, że niedawno przechodząc wieczorem obok kościoła widziała procesję z taką samą figurą, jak na fotografii na okładce broszurki. Szła wtedy z dawną koleżanką z uczelni w stronę apteki.

-Co za ciemnota! Modlą się do tej swojej martwej bogini, jakby to miało jakiś sens.

-W takim razie ja też jestem zacofana. Miałam dziś zamiar pójść do kościoła na nabożeństwo fatimskie, ale mąż czuje się fatalnie, więc musiałam zrezygnować, by pójść wykupić receptę.

Teraz wstydziła się tych słów. Zawsze Marysia była dla niej autorytetem we wszystkich niemal sprawach. Dziwne, że i ona dała się omotać tej mafii w czarnych sutannach!

-Może to jednak oni mają rację, a nie ja? Czy to możliwe, żeby myliły się miliony ludzi na całym świecie?

Spojrzała uważniej na figurę Maryi. To, co uderzyło ją w niej, to niezwykle pogodny wyraz twarzy Pani Fatimskiej. Nie było w nim bezmyślności, pychy i pogardy, jaką widywała na figurach i różnych wizerunkach wschodnich bóstw, a łagodność i słodycz. Maryja sprawiała wrażenie promieniującej miłością i czystością, jakimś bliżej nie określonym wewnętrznym blaskiem.

Marlena jednym tchem przeczytała całą broszurkę. Zdumiała się cudem adorujących gołąbków podczas peregrynacji figury po II wojnie światowej.

- Nawet te biedne, głupiutkie ptaszki mają więcej rozumu niż ja, skoro rozpoznały w tej prostej dziewczynie z Nazaretu Matkę kochającego nas Boga! Jak mogłam żyć tyle lat w takich ciemnościach? Maryjo, Pani Fatimska, ratuj mnie! Wyrwij mnie z bagna niewiary, w którym dotąd żyłam! Nie pozwól mi w nim utonąć!