Home Blog Chata (3)

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

kwi 19
2017

Chata (3)

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

cd

- Niekiedy tak się zdarza, że koło nosa przechodzi nam wielka okazja.

Ewa weszła do następnego pomieszczenia, służącego za sypialnię. W roku stały dwa łóżka ułożone względem siebie pod kątem prostym – tak, by leżące osoby mogły na siebie patrzeć. Na ścianach wisiały kiczowate kilimki, jakich przed laty było pełno na targowiskach. Niezgrabne, koszmarne tancerki stały w dziwnych pozach a obok nich rosły jakieś fantazyjne ogromne kwiaty – ni to lilie, ni piwonie. Ewa uśmiechnęła się na ich widok.

- Ten wiejski artysta miał wyjątkowo szokująca wyobraźnię – zauważyła Marta.

-Zobacz Ewka, te dwa posłania są tak czyste, jakby ktoś niedawno jeszcze tu spał. W tym rogu jest dobry sufit, ponadto są w oknach całe szyby, więc prawie nie ma tu kurzu.

- Zupełnie tak, jakby ktoś dopiero wstał z łóżka.

- Biała pościel, do tego wykrochmalona. Tu na pewno mieszkała kobieta.

- Ten na portrecie to na pewno jej mąż. A może jednak brat?

- Może uda się to ustalić w dokumentach. Na stoliku leży  przecież jakiś portfel.

Marta wskazała koleżance kąt pokoju między drzwiami i oknem.

Pod ścianą znajdował się stolik przykryty serwetą. Na nim ktoś położył portfel, z którego wysunęły się jakieś dokumenty, portmonetkę, kilka fotografii. Obok kobiety zauważyły kilka różnych damskich czerwonych guzików.

- Wygląda na to, że tu rzeczywiście mieszkała jakaś kobieta, pewnie krawcowa. Zobacz, niedaleko tamtego okna stoi staroświecka maszyna do szycia. Prawdopodobnie jeszcze z początków ubiegłego stulecia, lub nawet starsza.

- Taką sama miała moja prababcia. Jeszcze na czółenko i okrągłą igłę. Na takiej uczyłam się szyć, gdy odwiedzałam ją na wakacjach jako mała dziewczynka. To była wielka frajda zaszyć sobie samodzielnie rozdartą spódnicę! – zaśmiała się Ewa.

Podeszła do maszyny, podniosła drewnianą osłonę.

- Zobacz, to musiała być droga maszyna, skoro tak ładnie ozdobiony jest i stolik, i sama maszyna, i pudło osłaniające mechanizm przed zakurzeniem.

- Rzeczywiście. Zobacz, tego jeszcze nie oglądałyśmy.

Ewa podeszła do stolika i sięgnęła po portfel. Wyjęła z niego fotografię. Wyblakłą, ale już kolorową. Na niej widać było w tle chatę, w której się znajdowały, a na ławce przed nią, pod płotem, który odgradzał ją od dróżki dwie kobiety – młodą i staruszkę.

- Pewnie ta starsza była jej mieszkanką, bo jest w fartuchu, a na nogach na kapcie.

- To teraz nasza właścicielka chaty ma konkretną twarz.

Była w nim także karta rowerowa jakiegoś mężczyzny wydana w roku 1962 i inny dokument tożsamości, wydany jeszcze przed wojną. On już przed wojna miał 20 lat. Jako znak szczególny napisano, że jest głuchoniemy.  O, jest też list zaadresowany do jakiejś kobiety. Jest nawet w nagłówku jej imię – Gienia, ale nazwisko na kopercie inne niż mężczyzny na dokumentach. Z tego wynika, że mogli być rodzeństwem – ona wdową. I pewnie kobieta nie była głuchoniema, skoro jest w domu telewizor i stare radio. Musiała być tu instalacja elektryczna, gdyż jest to radio lampowe.

- Może tylko w pokoju gościnnym było gniazdko elektryczne. Zauważyłaś, że nigdzie nie ma żyrandoli na sufitach?

- Może stare radio i telewizor dostali w prezencie od kogoś, kto nie miał pojęcia, że nie mają elektryczności?

-To jest możliwe. Może obiecano im, że doprowadzi się im prąd, ale trzeba było ponieść jakieś koszty, więc staruszkowie zrezygnowali.

-W kuchni stało stare radio tranzystorowe, może to był jedyny ich kontakt z cywilizacją?

- Gdyby tu była doprowadzona elektryczność, byłby jakiś sprzęt elektryczny, a tu nie ma nawet jednej lampy elektrycznej. Pranie też robiono ręcznie. Zobacz, Marta – tu pod ścianą jest tara, jakiej używano przed wojną.

- Po wojnie też, dokąd nie zaczęto produkować Franię! Moja mama używała takiej tary jeszcze w latach sześćdziesiątych. Ja tego nie pamiętam, ale brat mi mówił.

- Nie wyobrażam sobie życia bez elektryczności – stwierdziła  Ewa.

- Popatrz, jeszcze na pedale maszyny są kapcie właścicielki. Takie duże, zadeptane. Musiała to być bardzo obszerna i wysoka niewiasta.

- Myślę, że mogła schadzać kapcie po tym mężczyźnie. Tak się robi powszechnie na wsi – nic się nie może zmarnować co jeszcze jest dobre, więc gdy zmarł, zaczęła chodzić w jego kapciach.

- Być może, bo to typowe kapcie męskie. O, a tam w kacie stoją dość duże buty gumowe. Bez takich trudno pewnie było wyjść z domu w czasie słoty.

Kobiety wróciły do pokoju, który prawdopodobnie  był pokojem gościnnym.

- Spójrz, wcześniej tego nie zauważyłyśmy.

- Czego?

- Tu jest przy łóżku jakaś torba podróżna. Niezbyt duża, ale dokładnie takie używały kobiety, gdy gdzieś wyjeżdżały. Ze skóry albo dermatoidu, na zamek błyskawiczny, z solidnymi rączkami.

- Faktycznie. Nie wiem, czy zauważyłaś, że na jednym z krzeseł wisiała zrywka. Taka współczesna, biała jakby ktoś przyniósł zakupy i powiesił je na krześle. - Ciekawa jestem, czy wyjął z niej zakupy?

- Może sprawdzimy? W tym domu jest wiele dziwnych rzeczy. Zauważyłam, że większość to rzeczy stare, najpóźniej z lat siedemdziesiątych, jakby w tamtych latach zatrzymał się czas, ale są też ślady bytności późniejszej, na przykład ta reklamówka z zakupami i kalendarz z roku 2008. Może tu ktoś zaglądał po opuszczeniu domu przez właścicielkę?

- A może to tylko pusta reklamówka? Najlepiej będzie, jak sprawdzimy, to rozwieje nasze wątpliwości.

Reklamówka, a właściwie zrywka była pusta.

-Byłoby dziwne, gdyby zachowały się w niej zakupy, na przykład chleb czy bułki, bo przecież myszy polne zrobiłyby z nich użytek, Marto. Nie ma śladów ich bytności, ale na pewno tu zaglądają. To przecież dzicz!

- Masz rację.

- Zrobię tu kilka fotek, jeśli nie masz nic przeciwko temu. Nie wiem, czy uda nam się tu kiedykolwiek po raz drugi trafić – zaproponowała Ewa.

- Dobry pomysł! – poparła ją Marta.

Ewa wyjęła z plecaka aparat fotograficzny i zajęła się fotografowaniem poszczególnych pomieszczeń.

- Szkoda, że połowa domu jest pod zawalonym dachem. Tam na pewno jest sporo ciekawych rzeczy.

- Dlatego trzeba tu wszystko skrupulatnie sfotografować, zanim reszta dachu nie pogrzebie tej części domu, albo jakiś pożar nie strawi. Szkoda tego wszystkiego. Najchętniej przeniosłabym to do muzeum, ale u nas jest za mało miejsca. Zapytamy więc na wsi, czy mają tam jakąś izbę pamięci. Jeśli nie, to niech coś wygospodarują, zanim takie cenne pamiątki ulegną zniszczeniu albo ktoś rozkradnie.

- Racja! Musimy o tym porozmawiać!

Marta wyjrzała przez okno.

- Zobacz, rozpogodziło się. Nic tu po nas. Musimy się spieszyć, bo wkrótce będzie za późno, by odwiedzić naszą staruszkę.

Kobiety wyszły przed dom i z uwagą rozglądały się wokół.

- Nie ma nawet śladu po jakiejkolwiek linii energetycznej.  Marta jeszcze raz odwróciła się w stronę chałupy. Postanowiła zrobić kilka zdjęć chaty z zewnątrz i jej otoczenia.

- Piękny ten żuraw! Daj mi ten aparat! Ciekawa jestem, ile lat służył mieszkańcom.

- Zaraz policzymy! – odpowiedziała tajemniczo Ewa, podając aparat koleżance.

Podeszła do drzwi i wspięła się na palce, by odczytać cos na futrynie.

- Anno Domini 1858.

- Co? Rok 1858?

- Tak! To jeszcze chata sprzed powstania styczniowego!

- I tak spokojnie ktoś ją skazał na śmierć! Czy tu nie ma konserwatora zabytków? Nie pozwolę na to, by tak ta zabytkowa chata popadła w ruinę! Musimy koniecznie sfotografować także i tę futrynę z datą!

- Coś musimy zrobić, ale na razie mamy na głowie bezużyteczne komórki i zepsuty samochód.

Kobiety wróciły do samochodu. Marta zasiadła za kierownicą.

- Trupku kochany, zmartwychwstań choć na jedną, jedyną godzinkę, byśmy mogły dojechać do wsi i pozałatwiać sprawę z tą babulinką i dorwać jakiś telefon, a potem możesz sobie stać nawet kilka dni w jakimś warsztacie, tylko ocknij się, kochany!

Ewa parsknęła śmiechem.

- I pewnie masz nadzieję, że ta kupa złomu cię posłucha!

- A jakże! – odparła Marta i włączyła silnik.

Samochód jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zapalił.

- I jak tu nie wierzyć w to, że stare samochody mają duszę? Ten na pewno miłosierną! – skwitowała Marta, patrząc z uśmiechem na oniemiałą z wrażenia Ewę.

- Na co czekasz? Jedziemy! – dodała.

- Ty chyba jesteś czarownicą!

- Nie, ale nie wierzę w przypadki. W tym wszystkim był jakiś Boży plan. Samochód zatrzymał się, byśmy mogły zobaczyć tę starą piękną chatę. A może to zmarli mieszkańcy chaty chcieli, byśmy ocalili ich dom? Gdybyśmy jej nie zauważyły, po kilku tygodniach nie byłoby co ratować.

- Masz rację, nie pozwolimy, by przestał istnieć ślad tak pięknego świata. Umierają ludzie, a z nimi ich świat. Z lampami naftowymi, z meblami z prawdziwego drewna, bez elektryczności, telewizji, komputerów i bez telefonów komórkowych, bez których jesteśmy bezradni! Jakże inny od naszego!

Bez trudu dojechały do pobliskiej wsi, gdzie spotkały się z panią Marianną, by umówić się na ponowne spotkanie z nią, tym razem z ekipą z telewizji regionalnej. Wkrótce podjęto próbę uratowania zabytkowej chaty z XIX-wiecznym wyposażeniem.

 ( koniec)

 

 

 

 

 

http://poznajpolske.onet.pl/wielkopolskie/kapsula-czasu-opuszczona-chata-w-powiecie-kaliskim/3y4gcx