Home Blog Chata (1)

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

kwi 17
2017

Chata (1)

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

Upał niemiłosiernie dawał się we znaki.

- Nie zdziwię się, jeśli po południu będzie burza i to bardzo gwałtowna – stwierdziła Marta.

- Chyba masz rację, ale wolałabym, by się nie spełniły twoje proroctwa – odparła Ewa.

Młode kobiety podróżowały dość sfatygowanym oplem do wioski odległej o kilka kilometrów od głównej trasy.  Pracowały w muzeum regionalnym i zbierały materiały o znanej w tej okolicy ludowej artystce, która z kolorowego papieru wycinała prawdziwe arcydzieła –misterne wycinanki. Zachwycały każdego, kto je widział. W epoce komputerów i różnorodnych zdobyczy techniki, te bajecznie piękne wycinanki wychodzące z jej rąk, wprawiały w zdumienie, gdyż wykonywała je zwyczajnymi, dość topornymi nożycami, którymi najczęściej strzyżono owce. I choć nauczyła młode kobiety i dzieci szkolne wycinać piękne wzory, nikt jej nie dorównywał w precyzji i bardzo skomplikowanych wzorach. Kobieta była bardzo wiekowa i schorowana, więc  trzeba się było spieszyć, by zdążyć przeprowadzić z nią wywiad, nim stan jej zdrowia się pogorszy i uniemożliwi nakręcenie o niej filmu dokumentalnego.

Właśnie skręciły na leśną, wyboistą drogę, utwardzoną jedynie jakąś ciemną szlaką.

- Ewa, jak myślisz, zdążymy do pani Marianny przed burzą? Nie uśmiecha mi się jazda w czasie deszczu.

W tym momencie usłyszały niepokojący dźwięk dochodzący z silnika.

- Byle nie to, co myślę, staruszku! Nie zrobisz mi tego, prawda? Coś mi się widzi, że będziemy jednak musiały zatrzymać się na chwilę  na tym odludziu, by sprawdzić, co jest grane– odezwała się zaniepokojona Ewa, która prowadziła samochód.

- Lepiej teraz, niż w deszczu.

- Ale z drugiej strony jak jedzie, to po co się zatrzymywać? Mogę potem nie ruszyć.

Czyżby wypowiedziała to w złej godzinie? Samochód bowiem warknął i po chwili zamilknął i zatrzymał się.

- Chyba  wywołałam wilka z lasu! Tego jeszcze brakowało! Wokół nie ma żywej duszy!

- Spróbuję zadzwonić do Karola. On ma samochód na chodzie, więc nas stąd jakoś zgarnie.

Marta wyjęła z torebki komórkę. Ekran był zupełnie czarny i nie reagował na naciskanie klawiszy.

- Jasna Amelcia! Zapomniałam ją naładować! – zdenerwowała się.

- Na szczęście moja powinna działać. Podaj mi jego numer, albo lepiej sama do niego zadzwoń.

Marta wzięła podany jej telefon, ale niemal natychmiast zwróciła go.

- Wolę tego nie brać do rąk. Gubię się w tych waszych nowoczesnych smartcosiach. Wolę swoją starą, zabytkową Nokię.

- Która właśnie pokazała, co potrafi – rozładować się w najmniej oczekiwanym momencie – zaśmiała się Ewa.

- Zobaczymy, jak twoja nowa generacja poradzi sobie w tej sytuacji. Coś mi się zdaje, że może nie ma tu zasięgu.

- Podaj mi wreszcie numer Karola – zniecierpliwiła się Ewa.

Marta podyktowała koleżance numer telefonu brata.

- Nic z tego, wykrakałaś! Nie ma zasięgu! Akurat, gdy się popsuł samochód, a nam się spieszy!

- Czarno to widzę! Tędy pewnie nikt nie jeździ, albo leśni mieszkańcy widują tu jakiś pojazd raz na kilka godzin. I widzisz? Nawet gdyby moja Nokia była naładowana, i tak byłaby staruszka w tym momencie bezsilna, skoro nie ma zasięgu!

Kobiety spojrzały na bezużyteczny samochód.

-Zostawmy tego grata i spróbujmy dojść do jakiegoś domostwa.

- No i módlmy się, by jacyś leśni ludkowie mieli prąd i sprawny telefon. Może być na korbkę, byleby można się z niego porozumieć z cywilizowanym światem!

 Zdenerwowane wyjęły z samochodu torebki i plecak ze sprzętem.

- Racja! Nie możemy tu sterczeć. Idziemy!

- Może kilkaset metrów dalej moja komórka złapie zasięg?

- Nie wykluczone.

Przez chwilę szły w milczeniu leśną drogą. Korony drzew osłaniały ją, więc upał nie był tak nieznośny jak w samochodzie na głównej drodze.  

– Ciekawa jestem, jak długo będziemy tak sobie maszerować przez to leśne pustkowie. Nawet nieba nie widać, więc nie wiadomo, czy zaraz nie lunie ulewa, bo grzmoty już słychać.

- Nie wygląda mi to ciekawie. Może jednak wrócimy do samochodu?

- Najpierw sprawdź, czy jest zasięg.

- Masz rację

 Ewa sięgnęła po komórkę.

- Dalej nic!

-Cholewcia! No to mamy z głowy i wywiad z naszą Marianną, i normalny wieczór w własnym wyrku w cywilizowanym świecie!

- Lada chwila lunie jak z cebra! Wracamy!

Odwróciły się i biegiem ruszyły w kierunku samochodu, jeszcze oddalonego od nich o rzut kamieniem.

Zaczęło padać. Duże, chłodne krople uderzały z impetem w samochód i odbijały się od niego rozbryzgując się wokół. Od samochodu dzieliło przemoczone kobiety już kilka metrów, gdy Marta stanęła jak wryta.

- Jak mogłyśmy to przeoczyć, Ewa?

- Co? Budkę telefoniczną w środku lasu, motel, czy mechanika samochodowego pod dębem?

- Nie kpij sobie, patrz! – Marta wskazała starą, drewnianą chatę z zapadniętą, słomianą strzechą. Stała nieco oddalona od drogi, na której stał ich samochód.  Zasłaniały ją nieco jakieś krzaki, wybujałe dziewanny oraz nawłoć. Nie zauważyły jej poprzednio, pewnie zbyt zajęte zepsutym samochodem i  bezużytecznymi  telefonami.

- Jakoś wolę w tych warunkach starą, walącą się chatę od ciasnego samochodu. Idziesz ze mną?

- No pewnie!

- Ciekawa jestem, kto tu mieszkał. Pewnie opuszczona i to od dawna, sądząc po stanie dachu.

Jeszcze tylko kilka metrów przez gąszcz mokrych  traw i stanęły pod małym daszkiem nad drzwiami domu.

-Wchodzimy! Nie sądzę, by właściciel był temu przeciwny – stwierdziła Marta z grobową miną.

-Może to sprawdzimy? Prości ludzie ze wsi najczęściej byli gościnni. Nie to, co mieszczuchy - zaśmiała się Ewa.

- Tu się z tobą zgodzę, bo nieraz tego doświadczyłam. Tylko wątpię, czy ktoś rozumny mieszkałby w takiej walącej się chałupie.

Weszły do obszernej izby z dwoma oknami w sąsiadujących z sobą ścianach, jak to było w miejscowym zwyczaju. Jedno wychodziło na drogę, drugie pewnie na sad.

- To pewnie kuchnia, sądząc po piecu i kredensie.

- Nie ma wątpliwości. Zobacz, w tym pomieszczeniu nigdzie nie ma śladu instalacji elektrycznej.

- Faktycznie! Za to na ścianie przy oknie jest lampa naftowa. Taka klasyczna, jaką można było kupić jeszcze po wojnie w każdym wiejskim sklepie.

- Przed wojną tym bardziej – ta jest stara, inna niż te kupowane w geesach po wojnie.  Pewnie ta jest jeszcze sprzed wojny – zauważyła Ewa.

(cdn)