"Ja bowiem znam zamiary, jakie mam wobec was-wyrocznia Pana-zamiary pełne pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie.."Ks. Jer.29,11
Jaka jest moja przyszłość? Pan zna ją doskonale, mnie póki co kojarzy się raczej z szarością, jest ciemna i ponura, bo jaka ma być,dla trędowatej, grzesznej...Czy nie za bardzo przesadzam? Nie wiem? Ale tak własnie to czuję teraz. Być może, błędem jest to, że patrzę, ale nie widzę, bo to jest takie bliskie, ludzkie, a nie boskie. Moje życie rozbite jest na bardzo wiele kawałków, ilekroć staram się je złożyć, coś, lub ktoś rozrzuca je z jeszcze większym impetem, a ja znów gdy tylko trochę nazbieram sił by walczyć, składam to wszystko od nowa( kiedyś myślałam, że to syzyfowa praca, teraz nie) Pogoda za oknem wskazywała dokładnie to co było w moim sercu, prawie zimową aurę. Ale przecież kiedyś musi przyjść wiosna.W każdym konarze drzewa, w każdej najgłębiej zakopanej cebulce jest życie. Widać jak każdego dnia rodzi się wszystko i niedługo te kolory całego świata ograną nas i będą zachwycać. Przed nami próby w kościele mojego niepełnosprawnego dziecka przed I komunią, z jednej strony martwię się jak sobie poradzi, czy zrozumie sens przyjęcia Jezusa, z drugiej mój ból i smutek,zaczyna mnie przerastać, bo nie będę mogła w tym wydarzeniu brać udziału Nie przyjmę Jezusa, bo nie mogę . Będę stać z boku i patrzeć, choć wiem, że Pan dał mi właśnie takie dziecko, by do końca mioich dni to ono przyjmowało za mnie komunię. Św. Teresa pisała, że Bóg nie da więcej niż mógłbyś unieść, czy ja wiem? Są chwile, kiedy myślę, że powinnam to zostawić iść w drugą stronę i przestać się przejmować, ale nie potrafię, to jak przyciąganie ziemskie, które stawia mnie do pionu, gdy jestem już na kolanach i myślę, że nie dam rady pójść ani kroku dalej. Czasem myślę, że nie zasługuję na to wszystko. Ta tęsknota , która rozdziera mi serce, ale która pozawala tak naprawdę zauważyć Kim jest dla mnie Jezus, jest niebotyczna. Nabiera siły, barw, kolorów. Jest. Ale męczy mnie też jakiś strach, że jestem tak zła i grzeszna, że może nie potrafię się modlić, no i czasem niepotrzebnie się nakręcam. Przeraża mnie najbardziej to, że nie mogę odczytać, tego co Bóg do mnie mówi, to tak jakby Ktoś krzyczał przez dźwiękoszczelną szybę, coś można odczytać z ruchu warg, ale niewiele. Czytam Pismo św. bo ono dodaje mi jakiej duchowej stabilizacji, ale ciąg zdarzeń jakie następują po sobie w każdym kolejnym dniu znów mnie przygniata.Jestem wewnętrznie rozdarta i chyba tylko to pisanie, wyrzucenie z siebie, trzyma mnie jeszcze przy życiu. Pan Bóg ma wobec mnie plan, wiem to, lecz na tę chwilę nie odczytam go, czekam. Znów zaczęłam zaglądać do skrzynki z nadzieją, że przyjdzie coś z kurii, co dalej?Nie wiem, Bóg ma jakiś plan...