Home Blog Powołanie (4)

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

sie 12
2017

Powołanie (4)

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

cd

- Myślę, że się nie obrazi, że potraktowałem Jego wizerunek jako wizytówkę. Zostań z  Bogiem. Mam jeszcze lekcję z inną klasą, więc wybacz, że cię opuszczę.

      Konrad podał mu  rękę na pożegnanie i  obserwował oddalającego się „klechę”, jak by go określił ojciec. Nie wyglądał na takiego, który snuje intrygi, czyha na datki i wiecznie klepie pacierze. Był wesoły i bezpośredni,  a dzieciaki wprost oblepiły jego sutannę, gdyż każde chciało uchwycić jego rękę i mieć to szczęście zaprowadzić go do klasy. Staś także był nim oczarowany.

- Ty wiesz, jaki on mądry? Pomaga nam w nauce i zna się na sporcie, a po lekcjach gra z chłopakami w piłkę. W sobotę zabrał nas do lasu na grzyby. Całą klasę! Jego rodzice mieszkają w leśniczówce. Ale było fajnie! Uzbierałem cały koszyk prawdziwków! Ciocia suszy je na Wigilię! Przyjdziesz? – wykrzyczał to niemal jednym tchem podniecony siedmiolatek.

- I ty go też pewnie lubisz, może więcej niż mnie – zapytał  brata ze śmiechem.

- No coś ty! Ty jesteś bratem na całe życie, tylko moim, a ksiądz Adam jest dla wszystkich – odpowiedział Staś tuląc się do Konrada.

- Mój ty skrzacie kochany – odparł wzruszony i pocałował malucha w czoło.

- Tylko nie skrzacie, tylko nie skrzacie! Ciocia Wiktoria mówi, że jestem już prawie głową rodziny! Co to jest głowa domu?

- Najważniejszy członek  rodziny, na przykład ojciec albo mama,  jak nie ma ojca.

- Aha, to już będę wiedział, bo mi było wstyd zapytać cioci. Czy zostaniesz u nas na noc? Ciocia ma urodziny i szykujemy z mamą niespodziankę, zanim ciocia wróci ze szpitala.

- Dobrze, że mi przypomniałeś, chodź, kupimy kwiaty. Nie mogę zostać, ale ty wręczysz je w moim imieniu. Jutro mam egzamin, więc muszę się jeszcze pouczyć.

- Pomodlę się, to zdasz na pewno.

- Dziękuję, dobrze mieć brata.

 Wspomnienie „ skrzata” go wzruszyło. Tak bardzo za nim tęsknił!

     Konrad odwrócił obrazek. Napis był jeszcze dobrze czytelny, pomyślał więc, że spróbuje się skontaktować z księdzem Adamem. Na razie jednak odłożył wizerunek na półkę i zajrzał do metalowej szafki, w której matka przechowywała różne przedmioty niezbędne do egzystencji z dala od cywilizacji. Często tu bowiem nocowali w czasie wakacji, gdy chcieli odpocząć od  miejskiego gwaru. Domek był tak urządzony, że można było tam mieszkać nawet w zimie, gdyż był kominek, który w chłodne dni przyjemnie ogrzewał całą izbę, a solidna metalowa szafka chroniła nie tylko przed złodziejami i myszami, ale też i przed zwyczajnymi ciekawskimi. Konrad wiedział, gdzie był schowany klucz, więc sejf, jak z bratem nazywali ten pożyteczny, solidny mebel, wkrótce ujawnił swoją zawartość. 

     Na środkowej półce stały różne naczynia, sztućce i pudełka z mąką i przyprawami, na samym dole - radio tranzystorowe, druga butla z gazem i lampa naftowa. Spojrzał na najwyższą półkę, na której leżały różne książki. Prawie wszystkie znał, gdyż to on je tam ulokował – kilka powieści Fiedlera i Verne’a, Robinson Kruzoe, lecz jedna zwróciła jego uwagę, gdyż nie on ją tam umieścił.  Sięgnął więc po nią z ciekawością. Była duża i  gruba. Ktoś starannie oprawił ją w tapetę.

- Biblia mojego dziadka? Tu? Dlaczego? – zadawał sobie głośno pytania, rozpoznając księgę.

     Po chwili przypomniał sobie rozmowę rodziców, której był świadkiem w domku dziadka Macieja tuż po jego śmierci, gdy ciocia Katarzyna poprosiła ich, by uporządkowali jego bibliotekę. Właściwie była to sprzeczka, gdyż ojciec uparcie wyrzucał jakąś księgę do kartonu z makulaturą, matka z podobnym uporem wyciągała ją  i kładła na stosie książek, które mieli zabrać do domu. Pamiętał, jak wkroczył wtedy do pokoju i wziął przedmiot sporów do ręki. Zafascynowały go wspaniałe ilustracje wykonane z niezwykłą starannością. Żywe barwy, jakich nie spotkał w znanych mu dotychczas książkach, nieprawdopodobnie kruchy papier, który łamał się w palcach, zaintrygowały go jeszcze bardziej.

- Co to za książka?

- To Pismo Święte. Jest bardzo stare, bo ma co najmniej dwieście lat. Należało do prapradziadka twojego tatusia. Zobacz, jakie piękne ilustracje – wyjaśniła matka.

- Nie mąć w głowie chłopakowi! I tak to powędruje na makulaturę.

- Nie, tato, nie! Szkoda!

- Nikt cię o zdanie nie pyta, to nie jest książka dla ciebie! – warknął gniewnie ojciec.

- Dlaczego? Moi koledzy dostali Biblię z okazji Pierwszej Komunii! - bronił się Kamil,  chcąc uratować niezwykłą pamiątkę  po swoich przodkach.

- Nie będziesz ze mną dyskutował, co dla ciebie dobre, co złe! – uciął dyskusję ojciec i wrzucił księgę do kartonu z makulaturą.

- Nie masz za grosz szacunku do twojego zmarłego ojca! W moim domu nikt nie będzie Biblii wyrzucał na śmietnik Myślałam, że twój Kamil powinien ją otrzymać w spadku, bo ja nie mam dzieci, a twój syn jest najstarszym wnukiem naszego ojca. No trudno, zerwę z tradycją  i dam komuś obcemu – powiedziała stanowczo, przesłuchująca się od pewnego czasu sprzeczce, ciotka Katarzyna i zabrała książkę.

- To daj i nie zawracaj mi więcej tym głowy. Nie chcę tego szpargału widzieć w moim domu!

      Ciotka spojrzała w oczy Kamilowi. Tak jakoś dziwnie, jakby chciała mu coś powiedzieć. Tak bardzo chciał mieć tę księgę, a ona miała być podarowana komuś obcemu! Poczuł żal do ojca, że pozbawia go czegoś wyjątkowego, co nie tylko należało do  ukochanego dziadka, ale i do przodków, o których tyle słyszał od dziadka Macieja. Może ciotka chciała księgę zachować dla niego w tajemnicy przed jego ojcem? Widocznie tak, skoro znalazł ją tu na półce.

   Kochana ciocia, tak różniąca się  od ojca, choć była jego siostrą! Lubił chodzić do niej i słuchać, jak grała na fortepianie utwory Chopina. Przenosił się wtedy w inny świat, gdzie nie było kłótni, lecz tyle dobroci i szacunku do drugiego człowieka! Ani dziadek, ani ciocia  Katarzyna nie popierali metod wychowawczych ojca Kamila i byli oburzeni, że wyrzucił swoją ciężarną żonę z domu. Chcieli, żeby zamieszkała u nich, ale nie zgodziła się, by nie postawić ich w kłopotliwej sytuacji, byli przecież najbliższą rodziną męża. Kamil był im wdzięczny, że po separacji rodziców mógł zawsze liczyć na dziadka, który regularnie odwiedzał mamę w mieszkaniu cioci Wiktorii i wspomagał finansowo, a cioci za to, że zabierała do siebie Stasia, gdy mama wróciła  do pracy na uczelni. Ciocia piekła im ciasta na każde święta i pamiętała o upominkach dla bratowej, bratanka, a nawet Wiktorii. Zdawał sobie sprawę, jak wielka to jest pomoc w sytuacji, gdy mama nie mogła liczyć na nikogo więcej oprócz swej siostry.

     Teraz  ta cenna księga była w jego dłoniach. Nie wydawała się ani tak ciężka, ani ogromna jak ją zapamiętał z dzieciństwa. Nadal jednak zachwycała cudownymi ilustracjami i pięknym krojem czcionki. Konrad pogrążył się w czytaniu Nowego Testamentu. Początkowo szło mu to dość opornie, gdyż podobne do gotyckich litery nie były łatwe do odczytania, ale po pewnym czasie nabrał wprawy. Musiał też przyzwyczaić się do tego archaicznego języka i innego zapisu niektórych głosek, miał jednak nieraz do czynienia ze starymi drukami, nad którymi często pracowała jego matka. Lektura przeniosła go w odległą krainę sprzed niemal dwóch tysięcy lat. Wędrował z Jezusem i chłonął Jego słowa, razem z Nim płynął po morzu i łamał się chlebem, cierpiał na Golgocie i przeżywał radość zmartwychwstania.

cdn