Home Blog Powołanie (3)

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

sie 11
2017

Powołanie (3)

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

cd

- Milcz, smarkaczu! Nie masz prawa nas osądzać! Oto jest twoja  wdzięczność za dostatek, który ci zapewniłem i ... mogę nadal zapewnić tobie i twoim dzieciom ....

- Nie potrzebuję twoich brudnych pieniędzy, sam potrafię na siebie zarobić...

- Ty głupcze! Myślisz, że tak łatwo dojść do tego, do czego ja doszedłem?

- Dzięki wiernej służbie partii, poparciu kolegów i szwindlom .... Nie jestem ślepy i głuchy! Myślisz, że nie wiem,  jakie wziąłeś łapówki za tę .....tak zwaną prywatyzację? Wiem od swoich kolegów, jak pozbawiłeś pracy ich rodziców, sprzedając Niemcowi  fabrykę! Chciałem zapaść się pod ziemię ze wstydu za ciebie ....

- Milcz, durniu, nie mieszaj się do tego, to nie twoja sprawa! Dzięki mnie ...

- Dzięki tobie nie mogę popatrzeć swoim przyjaciołom prosto w oczy, straciłem ich! Jestem po prostu synem złodzieja i oszusta!

- To ten twój Wojtek jest synem kryminalisty, ostrzegałem cię przed nim, ale ty ...

- Jego ojciec raz tylko wyniósł trzy żarówki z zakładu, bo akurat nie można było kupić ich w sklepie, a wypaliły się im wszystkie naraz. Była zima, wieczór wcześnie zapadał. Przy małych dzieciach mama Wojtka  miała dużo pracy,  a po ciemku trudno cokolwiek zrobić. Świec też w sklepie nie było, wiesz o tym lepiej, niż ja. Złapali go przy bramie. Nigdy dotąd nie kradł, więc nie umiał i łatwo go złapali. Poszedł do więzienia za trzy żarówki, bo przypisali mu wszystkie inne kradzieże. Nie miał pieniędzy na dobrego adwokata, a ten z urzędu był na waszych usługach, bo kolega partyjny dyrektora.

- Znalazł się adwokat! – zdenerwował się ojciec, słysząc słowa prawdy.

- A co ty zrobiłeś, by mu pomóc?

- To nie moja sprawa!

- To cały ty! „To nie twoja sprawa”! – podsumował Konrad.

     Wiedział, że nie przekona ojca, więc postanowił zniknąć na kilka dni z domu, by wszystko przemyśleć i coś postanowić. Nie chciał dalej tak żyć, zdecydował się nie wrócić na politechnikę, a co do psychologii też miał coraz więcej wątpliwości. Jego starszy kolega zdobył ten zawód dwa lata temu i pracował w poradni psychologicznej, więc znając zainteresowania Konrada, często rozmawiał z nim o szczególnie ciekawych przypadkach. Miał  z początku nadzieję, że zachęci go do zmiany kierunku studiów i kiedyś w przyszłości będą mieć więcej wspólnych tematów. Konrad jednak miał coraz więcej wątpliwości, czy psychologia stanie się jego pasją życiową. Zobaczył bowiem, że próg gabinetu psychologa najczęściej przekraczają ludzie majętni, znudzeni życiem, zmanierowani i egoiści. Najbardziej rozśmieszyła go jejmość z co najmniej kilogramem złotej biżuterii na pulchnej  szyi i  obrzmiałych palcach, która szukała porady psychologa dla swego sennego, leniwego  i smutnego kota.

- A pani  by się chciało  ganiać w futrze za piłką w taki upał? Nie trzeba specjalisty  by zauważyć, że jest po prostu spasiony, prawie nie widać mu nóg pod tym tłustym brzuchem – odparł Wojtek, przyglądając się pupilkowi ozłoconej damy, równie otyłej jak jej ulubieniec.

- No wie pan ... jak tak można stresować moją Kicię! Jeszcze popadnie w większą depresję! Chodź mój skarbie, mamusia nie pozwoli cię obrażać. Nie jesteś spasiona, tylko dobrze wyglądasz – powiedziała obrażona paniusia do swego kota, wzięła go na ręce, pocałowała w pyszczek  i  wyszła,  trzaskając drzwiami.

    Parsknęli śmiechem. Przez okno zauważyli, że kocia mama wsiada do luksusowej limuzyny z kierowcą.

- Z pewnością nie nadaję się na psychologa czy psychiatrę  dla takich zwierząt i ich właścicieli, nie potrafiłbym zachować powagi, gdyby ktoś przyszedł do mnie z równie głupimi problemami -zauważył Konrad.

- Nie śmiej się, naprawdę zwierzęta cierpią ...

- Wierzę ci, widziałem prawdziwą tragedię w oczach  porzuconego psiaka w schronisku dla zwierząt, ale chyba człowiek jest ważniejszy? Widziałeś oczy dzieci w sierocińcu?

Daruj mi, ale dla mnie człowiek jest najważniejszy, choć wzrusza mnie niedola zwierząt!

- Ale ...

- Ale dama z kotem przynosi zyski, bo słono płaci za swoje zachcianki ...- dokończył za przyjaciela Konrad.

- Inaczej będziesz gadał, jak założysz rodzinę i będziesz musiał opłacić rachunki! Dobrze być idealistą, jak się ma bogatego tatusia!

     Konrad obraził się na przyjaciela. Wojtek zaskoczył go tym, że tak szybko pieniądze zmieniły go w materialistę, dla którego fochy kotka bogatej paniusi były ważniejsze niż głód miłości u dzieci pozbawionych prawdziwego domu. Wiedział coś o tym, dlatego tak ostro zareagował. Wojtek miał kochających rodziców i rodzeństwo, więc cóż mógł wiedzieć o tęsknocie za normalną rodziną? Z pewnością mieli  kłopoty materialne, to było widoczne, ale przecież miał coś, czego Konrad zawsze mu zazdrościł – pełną rodzinę, dwóch braci i siostrę. Ten dom miał  religijne tradycje, nikt się nie kłócił, a rodzice dali dzieciom pełną swobodę w wyborze szkoły i zawodu.

Konrad wstał, rozprostował kości i dorzucił gałęzi do ognia.

- No cóż, syty nie rozumie głodnego – powiedział  do siebie półgłosem i wszedł do domku, by w nim posprzątać. Nie był bowiem pewny, czy dobra pogoda utrzyma się, a nie chciał jeszcze wracać do domu.

    W altanie nie było  bałaganu, ale wszystko pokrywał kurz. W wazoniku na stole stały zapomniane wysuszone kwiaty, a brudne szyby przepuszczały niewiele światła. Wytrzepał zakurzoną wełnianą narzutę na leżance i umył okno. Na półce zauważył jakiś obrazek. Gdy przetarł go z kurzu, zauważył twarz Jezusa z wpatrzonymi weń oczyma. Spojrzenie to wydało mu się  tak niezwykle przenikliwe, że Konrad zadrżał. Przypomniał sobie, że obrazek dostał od jakiegoś młodego księdza, który uczył Stasia religii. Konrad przyszedł  do szkoły po brata, gdyż ciotka miała dyżur, a mama przeziębiła się i miała gorączkę. Było zimno, więc nie chciał, by niepotrzebnie wychodziła na ulicę.

- Ty jesteś tym bratem Stasia, o którym mi tyle opowiadał?

- Tak, on nie ma poza mną żadnego rodzeństwa.

- Teraz rozumiem, dlaczego jest tak zapatrzony w ciebie.

- Nie mam wiele z nim kontaktu, bo nie mieszkamy razem.

- Znam sytuację, bardzo mi przykro, ale jeśli kiedykolwiek będziesz chciał porozmawiać, zapraszam do siebie. Dam ci mój adres i numer telefonu. Przepraszam, zapomniałem się przedstawić! Mam na imię Adam. Jak ten z raju od Ewy i węża, więc łatwo zapamiętać.

Ksiądz Adam zaczął szukać w kieszeniach kurtki  jakiejś karteczki, by zapisać swój adres, lecz natknął się jedynie na mały obrazek z wizerunkiem Jezusa, rekonstrukcją komputerową Oblicza z Całunu Turyńskiego. Skreślił na jego odwrotnej stronie jakiś adres, kilka cyfr i podał Konradowi.

cdn