Home Blog Powołanie (2)

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

sie 10
2017

Powołanie (2)

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

cd

- Syna nie oddam, jest mój, zresztą nie masz gdzie go zabrać. Do jednego pokoju z kuchnią? Co ty masz, stara panno, której nawet pijak nie chciał!

- Nie masz prawa mnie obrażać! Wolę jeden pokój niż taki pałac jak twój, wybudowany za judaszowe srebrniki!

    Ciotka Wiktoria wyszła, wiedziała bowiem, że nie ma prawa  do siostrzeńca. Nie była brzydka, ale nie wyszła za mąż, gdyż po prostu nie miała czasu. Młodość upłynęła jej na dyżurach w szpitalu dziecięcym. Była pielęgniarką z powołania i prócz służby chorym dzieciom nic innego nie miało dla niej znaczenia. Nigdy nie żałowała, że nie założyła rodziny. Kochała swoich małych pacjentów, ale i oni ją uwielbiali,  szukając jej towarzystwa. Potrafiła z nimi rozmawiać i bawić się. W domu niewiele przebywała, niekiedy nawet poza dyżurem nocowała w szpitalu, by być bliżej jakiegoś malucha, gdy ten oczekiwał na jakiś zabieg czy operację. Ciocia Wikcia nieraz gościła u swojej siostry i jej męża. Konrad lubił tę wesołą kobietę, która wprawdzie nie ubierała się tak elegancko jak jego mama, lecz jak ona potrafiła zmienić się we wspaniałego kumpla w czasie zabawy.

    Teraz siedział na ławeczce i przypominał sobie najmilsze chwile spędzone w tym małym zakątku. Domek z małym ażurowym ganeczkiem ocieniała jabłoń. Gałęzie uginały się obarczone ciężarem smakowitych owoców. Sięgnął  ku najbliższej i zerwał czerwone jabłko. Wbił w nie zęby. Poczuł jego cudowny zapach i smak, który przypomniał mu podwieczorki z ulubioną szarlotką.  Tuż przy altance była studnia. Wyciągnął z plecaka menażkę i nabrał wody. Ze schowka w podłodze domku, rodzaju piwniczki, w której przechowywali cenniejsze przedmioty, wyjął małą butlę gazową, lecz była pusta. Wyrwał więc trawę z miejsca, gdzie kiedyś z kilku kamieni i cegieł wybudował mały prymitywny piecyk. Połamał kilka gałązek i rozpalił ogień pod kawałkiem nieco zardzewiałej już blachy. Przypomniał sobie, jak kiedyś  razem ze Stasiem bawili się tu w Robinsona Kruzoe, na rozgrzanej blasze piekąc podpłomyki, które popijali mlekiem prosto z butelki. Niedaleko altanki znalazł kępkę mięty. Urwał kilka listków i wrzucił do wrzątku. Znów zapachniało dzieciństwem. Usiadł na pieńku obok studni. Ten zakątek mało kto odwiedzał, gdyż wszystkie okoliczne działki  należały do staruszków, którzy albo byli już zbyt wiekowi, by podołać trudom uprawy ziemi, albo już zmarli, a ich dzieci nie chciały lub nie miały czasu na uprawę ogródków. Ktoś tu jednak przychodził, gdyż do domku prowadziła z jednej strony ledwie widoczna wydeptana wśród traw ścieżka. Może Staś? Teraz jednak nie było tu nikogo. Był więc sam ze swymi myślami, jeśli nie liczyć towarzystwa  świerszczy, które jak dawniej urządzały koncert.

     Słońce niemal dotykało horyzontu. Patrzył na zapadającą się dość szybko czerwoną kulę. Powietrze nabrało różowej poświaty. Było coraz ciemniej i po chwili jedynym jaśniejszym miejscem było jego dogasające ognisko.  Wprost na ziemi rozłożył matę. Wyciągnął śpiwór. Było ciepło i pogodnie, więc postanowił spać pod gołym niebem. Na niebie skrzyły się iskierki gwiazd rozmieszczonych według odwiecznego porządku. Przypomniał sobie mapę nieba i nazwy tych konstelacji. Nikłe z tej odległości światła miasta nie przeszkadzały w obserwacji całego niezwykłego piękna, jakie rozpościerało się nad nim, więc z łatwością rozpoznawał wszystkie znane mu z atlasów gwiazdozbiory. Nie trzeba było uruchamiać całej wyobraźni, by dostrzec  wszystkie i prawidłowo określić.  Właściwie  po raz pierwszy widział je w pełnej krasie z dala od ludzkich siedzib, był więc oczarowany tym niezwykłym widokiem. Po raz pierwszy też pomyślał, że to  niemożliwe, by to wszystko powstało samo z siebie i było dziełem przypadkowej ewolucji. Ktoś musiał to zaprojektować i dokładnie przemyśleć, jak nie mógł sam się wybudować  ten domek, palenisko czy studnia. Lekki wiatr szemrał cicho w zaroślach. Rozbiegane myśli zaczęły krążyć  coraz wolniej i wolniej, aż przeszły w senne marzenia. Było już chyba dawno po północy, gdy zasnął.

     Nad ranem osiadła rosa i zrobiło się chłodniej. Konrad wstał i rozpalił ognisko. Nie było to takie proste jak wieczorem, kiedy nie było problemu ze znalezieniem  suchej kępki  trawy. Ubrał się w wyciągnięty z plecaka wełniany sweter. Na rozciągniętym między drzewami sznurze rozwiesił śpiwór. Zaparzył herbatę miętową. Wschodzące słońce prześwitywało między wysokimi trawami i gałązkami zaniedbanych krzaków agrestu. Zjadł bułkę i kilka jabłek. Przyniósł z altanki mały  kocyk i rozłożył go na trawie przed ogniskiem. Usiadł, obejmując ramionami kolana i wpatrywał się w ogień buzujący wesoło po gałązkach. Było zupełnie jasno, ale bardzo wcześnie. Słońce powoli osuszało trawę.  Przyjazne ciepło ogniska złagodziło  niemiłe przebudzenie, więc znów pogrążył się w myślach.

     Przypomniał sobie ostatnią rozmowę z ojcem. Nie była przyjemna, zresztą nie potrafili z sobą rozmawiać od lat, a śmierć matki jeszcze bardziej oddaliła ich od siebie. Konrad obwiniał ojca za to, co się stało, a ojciec miał synowi za złe, że stał po stronie matki i wymykał się do niej po każdej ostrej wymianie zdań. Denerwował go jego młodzieńczy upór. Początkowo potrafił do przełamać, ale z biegiem lat syn coraz częściej protestował, gdy chciał go do czegoś nakłonić. Tak było z wyborem studiów. Konrad marzył o  psychologii. Ojciec postanowił, że syn będzie inżynierem, choć  chłopak nie znosił nauk ścisłych i nie był w nich najlepszy. Pierwszy rok studiów  na politechnice zaliczył z dość słabymi ocenami z egzaminów, co zirytowało ojca.

- Czy ty myślisz, że zrobisz karierę, gdy będziesz miernym inżynierem? Kto zatrudni u siebie osła?

- Nie chcę być inżynierem, nie leży mi to zupełnie. Dobrze wiesz, gdzie chciałem pójść na studia! Mówiłem ci, że się do tego nie nadaję, a ty uparcie nakłaniałeś mnie do tego, żebym zdawał na politechnikę - tam, gdzie ty studiowałeś.

- Nie będę tolerował lenistwa, ja sam do wszystkiego doszedłem i ty też musisz! Jesteś uparty jak twoja matka i chcesz postawić na swoim, ale ja do tego nie dopuszczę. Skończysz te studia, które ci wybrałem.

- To może jeszcze za mnie pozdajesz egzaminy!  Ja obleję każdy następny, bo nie nadaję się na konstruktora maszyn!

- Jesteś tak samo tępy jak twoja matka! Ona mogła studiować tylko historię sztuki!

- I była w tym dobra! Dobrze wiesz, że nie była tępa,  przecież pracowała kiedyś jako asystentka profesora Felińskiego, a on wybierał sobie najzdolniejszych! Wydała też pięć książek, ale ty nie przyjąłeś tego do wiadomości. Na pewno  zrobiłaby karierę, została profesorem, ale ty nie pozwoliłeś jej pracować zawodowo. Zrobiłeś z niej kucharkę, sprzątaczkę i opiekunkę do dziecka! Dobrze, że poszła do ciotki, przynajmniej mogła powrócić na uczelnię! Zmarnowałeś jej karierę, zniszczyłeś ją! Nie pozwolę, abyś tak o niej mówił!

- Po co jej była potrzebna praca zawodowa i kariera? Miała dom, dziecko, męża i dużo pieniędzy. Pozwoliłem jej nawet chodzić do tego jej kościoła, ale klechy namieszały jej w głowie ...

- Nie klechy! Tak była wychowana! Ty też, ale  tobie przewróciło  się w głowie. Partia i pieniądze odebrały ci rozsądek. Mnie też  chciałeś wychować na robota zarabiającego forsę i posłusznego partii, ale na szczęście miałem mądrą mamę i dziadków, a twoja partia   w końcu się rozleciała. Co się stało z twymi kolesiami? Przefarbowali się, niektórzy nawet chodzą do kościoła, bo tak im teraz wygodniej, to jest w modzie!

cdn