Home Blog Madonna o małych dłoniach

Blogi na Nasza-Wiara

Użytkowników naszych Blogi .

maj 01
2017

Madonna o małych dłoniach

Dodany przez Magdalena Tarasiewicz   -   [Cały blog]

Magdalena Tarasiewicz

 Pewna kobieta przez lata nosiła w sercu obraz Maryi.  Czuła, że musi go namalować, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie tego uczynić, gdyż nasza Mama Niebieska jest tak piękna, że nikt nie zdoła Jej namalować. Wprawdzie miała jako takie pojęcie o rysowaniu i malowaniu, ale jej dłonie nie były zdrowe i utraciły z biegiem lat sprawność. Jak więc wykonać to, czego od niej żądało serce? W końcu pewnego wieczoru sięgnęła po kartkę papieru i ołówek i zaczęła szkicować obraz, który nosiła w sercu. Z narysowaniem Twarzyczki Maryi nie było problemu – już po chwili patrzyły na kobietę piękne, łagodne oczy wyjątkowo smutne, jakby proszące ją o coś. Wkrótce dwie łagodne linie zakreśliły ramiona Bogurodzicy. Problem pojawił się, gdy próbowała narysować dłonie podtrzymujące Dzieciątko. Nie wiadomo dlaczego wciąż były proporcjonalnie zbyt małe. W końcu kobieta poddała się i pomyślała, że skoro każde nowe narysowane są dokładnie takie same, widocznie tak ma być,  zostawiła więc  je  takimi, jakie „ wracały” na papier z uporem maniaka. Sylwetka Dzieciątka, odwróconego do patrzącego na rysunek tyłem, ponieważ  przytulało główkę do policzka Mamy, także udała się – ukazywała je  dokładnie w takiej pozie, jak na pierwowzorze – obrazie, który czekał w wyobraźni kobiety na narysowanie. Kobieta przeszła do narysowania główki Dzieciątka. Znów pojawił się problem – buzia  bardziej przypominała twarzyczkę dziewczynki, niż chłopca. Po kilkakrotnych poprawkach efekt był dokładnie ten sam, więc przestała walczyć ze swoją krnąbrną ręką i zgodziła się na tę wersję. Wizerunek był ukończony, więc odłożyła swą pracę, by się jej przypatrzeć z pewnej perspektywy. Madonna spoglądająca na nią z wizerunku, była taka sama jak ta, jaką „widziało” jej serce. Gdy spojrzała na narysowane ręce, ze zdumieniem odkryła, że narysowała własne dłonie! I Dzieciątko nie było małym Jezusem, lecz po prostu ludzkim dzieckiem, które pragnie przytulić się do Mamy Niebieskiej.

- Co mi chcesz powiedzieć,  Mamusiu, przez ten obraz?  - zapytała półgłosem, wpatrując się w ten dziwny wizerunek.

Nagle usłyszała w sercu odpowiedź.

 - Pragnę, abyś przyprowadziła do mnie moje zagubione dzieci i podała mi je, by przytulały się do mnie, jak tulił się kiedyś mój maleńki Syn, bo kocham je tak samo, jak Jego.  Może, jeśli przytulą się do mojego Serca, powrócą do Boga? Nie chcę, aby zmarnowało się choć jedno z nich, bo kocham je wszystkie i smuci mnie to, że oddalają się od Ojca Niebieskiego, skazując się tym na wieczne zatracenie. Nie chcę utracić żadnego z nich.

Kobieta  spojrzała w oczy Maryi - niezmiernie smutne, ale także wyrażające błaganie. Bogurodzica  nie narzucała Swej woli, lecz pokornie błagała kobietę o pomoc.

Czy można odmówić Matce Boga?

O tej pory kobieta służy Jej jak tylko potrafi, choć jej ręce są słabe i zbyt małe jak na ciężar zadań, które czekają na wykonanie, jednak wie, że gdy tych ludzkich, małych dłoni będą tysiące, razem mogą uczynić wiele i rozradować Boga i Jego Matkę.

Bóg nieustannie szuka sposobów, by uratować od potępienia każde Swoje dziecko, by dotrzeć do każdego ludzkiego serca. Nie wystarczyła mu jednorazowa ofiara z cierpienia złożona przez Syna, dlatego codziennie na całym świecie jest sprawowana ofiara Mszy św. na pamiątkę tamtej, krwawej sprzed 2 tys. lat,  by dać możliwość uczestniczenia w niej każdemu z nas. Bóg jest z nami nieustannie - ukryty pod postacią każdej konsekrowanej Hostii - Chleba, który karmi naszą duszę i cierpliwie czeka jak stęskniony ojciec na powrót syna marnotrawnego.

Jak to jest, że Bóg, Stworzyciel dosłownie wszystkiego – od najdrobniejszej cząstki materii ziemskiej po najogromniejsze ciała kosmiczne i bezkresne odległości pomiędzy nimi, Stwórca wszystkiego, co widzialne i niewidzialne, tęskni za każdym grzesznym dzieckiem i troszczy się o to, by nie zginęło na wieki, a doznawało radości obok Niego przez całą wieczność? Nigdy tego nie pojmiemy, gdyż patrzymy na to przez pryzmat naszego ziemskiego rodzicielstwa, które jeśli zostało zranione przez niewdzięczne dziecko, nie zawsze potrafi to wszystko tak od razu i bezwzględnie wybaczyć. Miłość Boża jest nieograniczona i niepojęta, miłosierna i wybaczająca. To my odgradzamy się od Niej poprzez grzech i to my odrzucamy możliwość przebywania z Bogiem przez całą wieczność. Maryja pragnie pełnić Jego wolę, dlatego wybrała posłuszeństwo i służbę Jemu w ratowaniu dusz od potępienia wiecznego. Pokornie prosi szanując wolną wolę każdego z nas i cierpliwie oczekuje na naszą odpowiedź, narażając się na zniewagi, kpiny i poniżenie. Poprzez nabożeństwo pięciu pierwszych sobót wynagradzajmy miłosiernej Bożej i naszej Mamie - Maryi za  wszystkie niegodziwe postępki ludzi będących na usługach nienawidzącego Jej Szatana.